Über mich

Andrea-Yvonne Müller, Journalistin, Buchautorin
Schule in Thüringen, studierte in Leipzig Journalistik, seit 1990 bei Märkische Allgemeine Zeitung Reporterin, übersetzte „Im Kokon“ von Dorota Terakowska aus dem Polnischen ins Deutsche, 2018 erschien ihr Buch „Grossmamas Chopin – Chopin babci“ in Deutsch und Polnisch mit Zeichnungen von Marzena Grzybowska.

Wer sind die Deutschen? Hm, schwer zu sagen, doch ich weiß, wer ich bin: Eine Deutsche. 

Ich heiße mit Vornamen Andrea. Der Nachname ist typisch Deutsch: Müller. Zuhause bin ich in Berlin, arbeite aber als Journalistin bei der Märkischen Allgemeinen Zeitung mit Sitz in Potsdam. Seit vielen Jahren lerne ich Polnisch. Viele Leute fragen mich warum und darauf kann ich nur antworten: Weil ich Polen liebe.

So ein Pech!

Alles hat im Jahr 2000 angefangen, als ich mit meiner ganzen Familie eine Rundreise durch Polen gemacht habe. Wir waren zum ersten Mal in diesem Land. Drei Wochen. Es war toll, obwohl wir einiges Pech hatten. Wenn die Polen nicht gewesen wären, wer weiß, wie die Sache ausgegangen wäre. Zuerst wurde unser jüngster Sohn krank, so dass wir sogar mit ihm in ein Krankenhaus in Slupsk gehen mussten. Doch niemand konnte Englisch oder Deutsch sprechen; wir leider auch nicht Polnisch. Wie durch ein Wunder fand sich eine Polin, selbst wahrscheinlich Patientin, die alles übersetzte. Unser Sohn wurde schnell wieder gesund. In Koszalin hatten wir das nächste Pech. Unser Auto machte die Grätsche. Dort half uns ein netter Mann, ein Pole. Er hat unser Auto in die Werkstatt abgeschleppt. Am nächsten Tag konnten wir weiter nach Mielno fahren. Leider hatten wir keine Unterkunft gebucht, dabei waren wir fünf Personen. Wir Eltern und die drei Kinder. Wie naiv, ans Meer ohne Reservierung zu fahren. Aber die Eigentümerin einer Pension half uns, schmiss einfach alles aus einem Zimmer, was nicht gebraucht wurde. Tisch, Stühle, Schrank – alles landete auf dem Dachboden. Dafür organisierte sie von irgendwoher noch drei Betten zu den zweien, die schon im Zimmer waren. Wir hatten ein Dach über dem Kopf – wir atmeten auf. Und so weiter und so fort während drei Wochen. Nach diesen ganzen Abenteuern entschied ich, dass ich Polnisch lerne. Noch nie in meinem Leben hatte ich so viele nette Menschen getroffen. Sie halfen, wo es nur ging.

Begegnung mit der eigenen Geschichte

So fing ich an, mich mehr für Polen zu interessieren. Leider war das auch ein schmerzhaftes Zusammentreffen mit der eigenen Geschichte. Mein Vater war Soldat im Zweiten Weltkrieg und kämpfte irgendwo in Frankreich. Meine Mutter – damals 14 Jahre alt – wurde gemeinsam mit ihren Eltern auf das heutige Territorium Polens gebracht. Ihr Vater war Übersetzer für Polnisch, Deutsch, Russisch. Sie hat sich in Wagrowiec zum ersten Mal in ihrem Leben verliebt – in einen Wehrmachtssoldaten. Fritz kam nicht zurück aus Russland. Er war gefallen. Die Schwester meiner Mutter war damals noch ein Kind von sechs Jahren. Sie hat die Züge gesehen, die eigentlich für Vieh bestimmt waren, in denen es jedoch kein Vieh gab, sondern Menschen. Heimlich hat sie alles beobachtet. Es waren Züge in die Hölle. Nach Auschwitz.

Ja, die Deutschen haben Polen überfallen. Das ist Fakt. Über sechs Millionen polnische Bürger, darunter drei Millionen Juden, wurden um ihr Leben gebracht. Das ist Fakt. Der Holocaust ist Fakt. Auschwitz – ein Fakt. Die Deutschen haben Warschau dem Erdboden gleich gemacht und viele andere Städte. Aus das ist die Wahrheit.

Nicht vergessen

Nach dem Krieg entstand jedoch ein neues Warschau, ein neues Polen, ein neues Berlin, ein neues Deutschland. Eine Nachkriegsgeneration wuchs heran, zu der auch ich gehöre. Für meine Kinder ist der Krieg schon weit entfernte Geschichte. Natürlich dürfen wir ihn nicht vergessen. Wir müssen mit ihm leben – auf beiden Seiten der Grenze. Und mit keinem Geld der Welt lässt sich bezahlen, was die Deutschen Polen und seinen Bewohnern angetan haben – und nicht nur ihnen-

Wir aber können neue und bessere Beziehungen aufbauen, damit nie wieder zwischen uns ein Krieg ausbricht. Daran liegt mir sehr viel. Darum lerne ich Polnisch. Darum gibt es in Berlin und bei Berlin Polnischstammtische. Man trifft sich einmal im Monat. Darum habe ich eine Seite auf Facebook gegründet (www.facebook.de/NiemkaKochaPolske). Darum gibt es meinen Kanal auf YouTube (www.youtube.com/c/AndreaMuellerNiemkaKochaPolske). Darum möchte ich auf dieser Seite über Ereignisse schreiben, die uns verbinden. Ja, ich komme aus Deutschland und liebe Polen.

Kim są Niemcy?

Nie wiem, ale wiem kim ja jestem. Jestem Niemką.

Mam na imię Andrea. Nazwisko typowo niemieckie: Müller.

O autorce

Mieszkam w Berlinie, pracuję jako dziennikarka w dzienniku Märkische Allgemeine w Poczdamie. Od lat uczę się polskiego. Wielu ludzi w Polsce mnie pytało dlaczego. Mogę na to pytanie odpowiedzieć jednym zdaniem: Kocham Polskę.

Co za pech!

Zaczęło się w 2000 r. kiedy z całą rodziną podróżowałam po Polsce. Wtedy pierwszy raz byliśmy w tym kraju. Trzy tygodnie. Rewelacja, ale niestety mieliśmy trochę pecha. Gdyby nie Polacy, nie wiadomo co by było.  Najpierw najmłodszy syn poważnie zachorował. Musieliśmy się zgłosić do szpitala w Słupsku. Nikt tam wtedy nie mówił ani po niemiecku, ani po angielsku, a my nie mówiliśmy po polsku. Jakimś cudem znalazła się młoda Polka, pacjentka i ona po prostu przetłumaczyła. Syn szybko wrócił do zdrowia. 

W Koszalinie następny pech. Zepsuł się nasz samochód. Pomógł nam fajny mężczyzna, Polak, który odholował nasze auto do warsztatu. Następnego dnia jechaliśmy dalej do Mielna. 

Niestety nie mieliśmy rezerwacji. Było nas 5 osób. Rodzice i troje dzieci. Jaka naiwność! Jechać nad morze bez zarezerwowanego pokoju. Znowu mieliśmy szczęście. Właścicielka pewnego pensjonatu w końcu chciała nam pomóc i po prostu wyrzuciła z jednego pokoju wszystko co niepotrzebne. Stół, krzesła, szafa – to wszystko chyba wylądowało na strychu. Nie wiem skąd, ale potem wykombinowała jeszcze trzy łóżka do tych dwóch, które już były w naszym pokoju. Mieliśmy nocleg – jaka ulga! I tak dalej, i tak dalej przez trzy tygodnie. 

Po tych wszystkich przeżyciach zdecydowałam uczyć się polskiego.  Chyba jeszcze nigdy w życiu spotkałam tylu miłych ludzi. Wszyscy pomogli tyle ile tylko mogli.

Spotkania z własną historią

Zaczęłam bardziej się interesować Polską. Niestety to było również niemiłe spotkanie z własną historią. Mój tata był żołnierzem w II wojnie światowej. Walczył gdzieś we Francji. Mama – wtedy 14latka przeprowadziła się na teren Polski, bo jej ojciec był tłumaczem z polskiego i rosyjskiego na niemiecki. Zakochała się tam w Wągrowcu po raz pierwszy w swoim życiu w chłopaku, żołnierzu Wehrmachtu. Fritz jednak nie wrócił z Rosji. Poległ. Siostra mamy, która wtedy jeszcze była dzieckiem – miała 6 lat – obserwowała skrycie tamte dziwne pociągi dla bydła, w których nie było żadnego bydła natomiast ludzie. To były pociągi do piekła, do Auschwitz.

Tak. Niemcy napadli Polskę. To Fakt. Życie straciło ponad 6 milionów polskich obywateli (w tym ok. 3 milionów Żydów). To fakt. Holocaust. To fakt. Auschwitz to fakt. Niemcy zniszczyli Warszawę jak i inne miasta. To fakt.

Po wojnie jednak powstała nowa Warszawa, nowa Polska, nowy Berlin, nowe Niemcy. Wyrosło powojenne pokolenie, do którego ja należę. Dla moich dzieci ta wojna to już dawna historia. Oczywiście. Nie wolno o tym zapominać. Musimy z tym żyć – po obu stronach granicy. Żadnymi pieniędzmi nie można zapłacić za to, co Niemcy wyrządzili Polsce i Polakom. I nie tylko im.

Trzeba pamiętać!

Możemy jednak dalej budować nowe i lepsze relacje, żeby nigdy znowu między nami nie było wojny. Bardzo mi na tym zależy. Dlatego się uczę polskiego. Dlatego mam wielu przyjaciół w Polsce. Dlatego są w Berlinie i pod Berlinem kółka języka polskiego. Spotykamy się raz w miesiącu. Dlatego złożyłam tę stronę na Facebooku i na Youtubie (www.facebok.de/NiemkaKochaPolske – www.youtube.com/c/AndreaMuellerNiemkaKochaPolske). Jestem z Niemiec i kocham Polskę.(!)